?

Log in

Previous Entry

Drabble (?) - Raporty

To stworzenie kiedyś było drabblem, serio. Mniej więcej dzień, genialny pomysł 'podrasowania' opowiadania i 500 słów temu.
Publikowane dawno temu na fanfiction.net, obecnie dostępne tylko na lj.
Tytuł: Raporty
Rating: PG-13. Chyba.
Ostrzeżenia: niebetowane, słowotok

Jak wiadomo, raporty są po to, żeby myszy w archiwach miały co jeść i służą przyspieszeniu zagłady ludzkości poprzez efekt cieplarniany spowodowany wycinką lasów. Tutaj moglibyśmy się pochylić nad problemem, dodać dwa do dwóch, trochę pokombinować i dojść do szokującego odkrycia, że myszy to w rzeczywistości ponadwymiarowe, hiperinteligentne byty, które być może kiedyś były ludźmi zainteresowane, ale teraz ten projekt naukowy stracił prawie całe dofinansowanie, a biorąc pod uwagę fakt rzeź niewiniątek wyszła z mody dwa tysiące lat temu, należy się obiektów badań pozbyć w bardziej humanitarny sposób. Roztopienie lodowców i podtopienie 90% lądów daje przecież szansę najlepiej przystosowanym.

Wracając jednak do raportów – nikt nigdy nie przewidywał ich czytania. Pisanie? A owszem, bierze się jakiegoś biedaka, którego pismo nie przekształca tych znaków w pojedynczą plamę atramentu, w której seryjny morderca widzi pękniętą śledzionę. W przypadku braku drużynowego skryby, ten nieprzyjemny obowiązek bierze na siebie dowódca, przeklinając biurokrację. Potem jeszcze jedna, może dwie osoby rzucą okiem na ten kawałek papieru, przybiją swoją pieczątkę i wpiszą misję do ksiąg rachunkowych, a raport trafia do jakiegoś zakurzonego segregatora, który po dziesięciu latach jest palony. Ale czytanie? Nie, jeśli potrzeba szczegółów, to i tak w miarę możliwości przesłuchuje się uczestników misji. Poza tym gdyby mimo wszystko ktoś wpadł na ten szalony pomysł, prawdopodobnie okazałoby się, że trzeba wysłać niektórych dowódców do szkoły. Ze względu na traumatyczne przeżycie z czasów dzieciństwa, jakim było spotkanie twarzą w twarz z przerażającym klanem nauczycielek pisma i kaligrafii, które miał za sobą każdy shinobi, unikano studiowania raportów między innymi po to, aby oszczędzić na leczeniu psychiatrycznym.

Tsunade to nie obchodziło. Miała całą przeklętą wioskę do zarządzania, szpital do prowadzenia, była otoczona zgrają niekompetentnych idiotów, których równie dobrze mogłyby zastąpić pijane małpy i przedwczoraj zniknęły jej ulubione stringi, ale nie miała twardych dowodów, że to Jiraya stał za kradzieżą. Tak, miała PMS. Nie, lody ani czekolada nie pomagały. Wierząc jednak, że wysłanie kogoś na powtórkowy kurs pisma da jej satysfakcję, a jeśli nie będzie kogo wysyłać, to przynajmniej osiągnie wewnętrzny spokój, widząc, że jej ludzie uczciwie wypełniają swoje obowiązki, zapragnęła przeczytać raport z ruchu przez bramę Konohy.

Ruch przez główną bramę Konoha-Gakure z dnia 10.czerwca pierwszego roku Piątej Hokage
Wejścia: brak
Wyjścia: Maito Gai z drużyną

'Misiu?'
'Tak, koteczku?'
'Nudzi mi się...'
'Mi też skarbie'
'Chodźmy pod ladę...'
'A jak nas nakryją?'
'Sklonujemy się to nie nakryją'

Podpis:

Kotetsu Hagane
Kamizuki Izumo

Brew Tsunade drgała niebezpiecznie. Dialog pełen zdrobnień i spieszczeń oraz serduszka nabazgrane różowym markerem z przewyższającą wszelkie normy dobrego smaku ilością brokatu na marginesach były niewątpliwie intrygujące, ale co u licha miało znaczyć to 'pod ladę'? Czyżby nadarzała się okazja, żeby uprzykrzyć życie jakimś osobnikom płci męskiej, których głównym grzechem w tej chwili był chromosom Y w jądrach komórkowych? Przede wszystkim mogła zagrozić zwolnieniem z obecnego stanowiska, na którym praca polegała głównie na tępym wpatrywaniu się w przestrzeń i piciu kawy oraz powrotem do czynnej służby, pilnując, żeby pierwsze trzy miesiące mężczyźni spędzili na jakichś podmokłych terenach, gdzie tubylcy chodzą boso, bo nawet rybackie kalosze się nie sprawdziły. Mogła też spróbować zrobić zdjęcia, a gdyby były dostatecznie upokarzające, mogłaby szantażować swoich shinobi albo sprzedać je za rozsądną cenę komuś, kto miał jeszcze mniej zasad moralnych od niej.

Następnego dnia, z ułożonym w głowie planem o kryptonimie 'Darmowe Sake' wybrała się na spacer pod bramę. Zauważyła obu chuuninów siedzących nieruchomo, wpatrujących się tępo w przestrzeń i kartkę z 'raportem' podobnym do tego, który niedawno czytała – choć najwyraźniej skończył się różowy marker, bo na marginesach królowały błękitne gwiazdki. Wprawione oko od razu rozpoznało fantomy z techniki podziału, zresztą w tym konkretnym przypadku niezbyt subtelnie zastosowanej. Och doprawdy, za jej czasów dbało się przynajmniej o ruchy oddechowe i mruganie powiekami.

Stojąc przy blacie, zaczęła nasłuchiwać. Ciche, przyspieszone oddechy, gorączkowy szept "Izumo, nie tak szybko. Proszę..." i nieznaczne trzaski lady, pod którą COŚ się działo podziałały na wyobraźnię Piątej.

Stanęła z boku, nachyliła się i w tej pozycji już zastygła. Jej wzrok napotkał przerażone, nieco zdezorientowane spojrzenia zawstydzonych chuuninów.

Mężczyźni mieli w rękach książeczki z sudoku.

Comments

Latest Month

July 2011
S M T W T F S
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      
Powered by LiveJournal.com
Designed by Teresa Jones