?

Log in

Previous Entry | Next Entry

Yaoi Meme - Sephiroth x Cloud

Wzorem dla poniższego jest deviantowe meme autorstwa cruel-alchemist. Współautorzyła ahaanzel.

Dziewczęta wchodzą na scenę, kłaniają się. Kharcia śle całusy do co ciekawszych potencjalnych kandydatów na ojca dziecka, Ahaanzel zręcznie łapie rzucane w ich stronę bukiety róż, dziękując w duchu, że to nie pomidory. Jeszcze.
Głos zza Sceny: Witajcie, przedstawcie się proszę i opowiedzcie o swoich pierwszych pairingach.
Kharcia: Dzień dobry, nazywam się Kharcia, czasami w self-insertach występuję też jako Marysia.
<wyciąga podstawówkowe zdjęcie>
Yaoistką jestem od lat czterech, moim pierwszym doujinem był RoyEd 'Blue Flame'. I wpadłam  ^.^'
Ahaanzel: Witam szanowną publiczność i korzystając z okazji apeluję - nie używajcie chamskiej japońszczyzny wszędzie tam, gdzie jej nie powinno być!
<mrozi wzrokiem>
Yaoistką jestem od lat... <skomplikowane obliczenia matematyki wyższej na palcach> 5. Mój pierwszy pairing to EnvyEd. I tak, wiem, że Envy to hermafrodyta. Cicho, to yaoi!
K: Skoro Kurdupel jest elementem wspólnym naszych pairingów, proponuję połączyć to w one-sided!RoyxEnvyEd. <zaciesz>
A: <po kilku minutach zwiechy przypominającej załamanie> No dobra.

<w tym drabblu jest chyba spoiler ^.^'>
Roy uniósł głowę i cała jego twarz rozjarzyła się jak żarówka. Z korytarza dochodził odgłos ciężkich kroków - tym razem jakby nieco bardziej ociężałych i powłóczących, ale kogo obchodzą szczegóły na tle dźwiękowym nerwowej ciszy w podtypie 'jeśli się odezwę, mogę stracić życie'. Oznaczało to tylko jedno - z misji powrócił Edward, jego ukochany od minuty sekund piętnastu, z woli Sił Wyższych chichoczącego, skrzywionego pochodzenia. Zerwał się z fotela, by wybiec na spotkanie jego miłości, radości dni jego - i niespodziewanie zgasł, zatrzymując się wpół kroku, gdy drzwi otworzyły się, a do środka wkroczył, owszem, Edward, ale z Envym dyndającym z jego pleców.
- Edwardzie - oznajmił tonem formalnym i cokolwiek grobowym. Jego mimika była perfekcyjnie zastygła w wyrazie bez wyrazu. - Co do - oświadczył, dając do zrozumienia, że na końcu pierwotnie miał stać znak zapytania, ale nie umieścił go tam, by nadać swojej wypowiedzi charakter raczej żądania niż uprzejmego zwrócenia się o odpowiedź.
- Co? - warknął w odpowiedzi Ed, a jego twarz (urocza, anielska, z oczami niby gwiazdy pośród pól pszenicy, nieważne, jak bardzo od tej grafomanii krwawiły uszy) wykrzywiła się w wyrazie irytacji. - Nie wiedziałeś? Wymyślono, że mamy być hybrydą RoyxEnvyEd.
- Hejo! - Envy uniósł dłoń i pomachał Royowi, wyraźnie nie widząc w tym wszystkim problemu. W sumie, jeżeli czyjąś prawdziwą formą jest zlepek dusz ludzi z Xerxes, to ta osoba patrzy na życie i przeznaczenie jakby z innej perspektywy.

GzS: Khym. Interesujące. A obecne?
K: Na potrzeby tego meme - SephxCloud.
A: <entuzjastycznie potakuje>

Cloud miał wolne. Żadnych duchów z przeszłości, żadnych zagład świata, żadnych ekoterrorystów, a do tego, co chyba cenił sobie najbardziej, Tifa była z dzieciarnią na wakacjach w Costa del Sol.
Leniwie skakał po kanałach, aż nagle włączył Ten Zakazany, Którego Nazwa Mrozi Krew W Żyłach Lub Wywołuje Piski Nastolatek. Zatrzymał kciuk w połowie drogi do przycisku. Na scenie stały Anita i Marysia, oznajmiające całemu światu, że chcą, żeby jego największy wróg, którego imię, wypowiedziane nieopatrznie w tłumie, powodowało nagłe opustoszenie co bardziej ruchliwych ulic Midgar - żeby TEN OSOBNIK był jego partnerem.
Nagle na jego plecy padł cień. Dłuuugi cień.
OŻ.
Powoli, baaardzo powoli, mniej więcej z szybkością jednego stopnia na minutę, Cloud obrócił głowę, czując, że nie powinien wcale tego robić. Bo przecież, jeśli będzie udawał, że nikogo tam nie ma, to ta osoba zniknie, prawda?
PRAWDA?
Bardzo fizyczna, namacalna, na wskroś materialna obecność Sephirotha położyła kres ewentualnym próbom potwierdzenia tej teorii.
- Zabawna sprawa - wymamrotał generał, wyraźnie zażenowany. - Dosłownie jeszcze chwilę temu miałem zamiar przebić cię na wylot i pomachać tobą trochę, wiesz, takim chmurko-szaszłykiem - Cloud bezmyślnie kiwnął głową - ale nagle poczułem taką dziwną potrzebę, by dać ci kwiaty. Niestety w pobliżu nie ma żadnej kwiaciarni ani Cetr pod ochroną... - wyciągnął w stronę domniemanego krewniaka chocobo swoją słynną katanę z przytroczonymi do niej kulkami Materii, służącymi prawdopodobnie jako ozdoba, tak, by całość miała charakter zbliżony do bukietu ze wstążeczkami - ...proszę?

GzS: Teraz, drogie panie, przetestujemy waszą lojalność wobec pairingu. Prosimy o jakieś pairingi heteryczne!
<narada yaoistek>
K: Po krótkim namyśle uznałyśmy, że CloudxTifa odpada.
A: Tak samo jak SephxAeris.
K: Więc dla bezpieczeństwa przyjęłyśmy CloudxYuffie.
A: A Seph i tak twierdzi, że w jego życiu jest miejsce tylko na jedną kobietę...

- PłoNIEEE ogNI!sko w LEEeeesie... - fałszował przeraźliwie Zack, znęcając się nad strunami gitary, która i tak widziała już lepsze dni, uśmiechając się zachęcająco do wyniośle milczącego Kadaja, w nadziei, że nakłoni go tym do wspólnego śpiewu.
Bo w lesie, przy wesoło trzaskającym ognisku, siedzieli w istocie, razem z głównym terapeutą w t-shircie z napisem 'Grupa Wsparcia Ofiar Doktora Hojo'; piekli kiełbaski, klaskali w dłonie i śpiewali piosenki do dźwięków koszmarnie rozstrojonej gitary.
- Zatem - podjął rozmowę terapeuta - jak toczą się wasze życia? Jak idzie asymilacja ze społeczeństwem? Widzę, że tak jak sugerowałem, przyprowadziliście ze sobą kobiety, które pojawiły się w waszych życiach - mężczyzna uśmiechnął się dobrotliwie i zwrócił się w stronę Sephirotha.
Były oficer SOLDIER odwrócił uwagę od maltretowania mrówki patykiem od kiełbasek, przenosząc na terapeutę pełną moc naburmuszonego spojrzenia człowieka, pragnącego ongiś zawładnąć światem *buahaha*.
- W moim życiu jest miejsce tylko dla jednej kobiety - wygłosił aksjomat, odwracając się do akwarium z unoszącą się w nim Jenovą - ... Mamusia - pogładził szybę i potrząsnął Masamune, udając, że to grzechotka.
Jenova zabulgotała krótko przytakując i puściła bardzo niedyskretne oczko w nieokreślonym kierunku bytowania Sił Wyższych.
Terapeuta uśmiechnął się nerwowo i rozważał przez moment wygłoszenie uprzejmej uwagi w stylu 'dobrze się pani trzyma, jak na kilku-tysiącletnie zwłoki', ale instynkt samozachowawczy wziął górę, a powiedzenie 'milczenie jest złotem' nabrało zupełnie nowego wymiaru znaczeń.
- A ty, Cloud? Kim jest ta urocza... - wychylił się lekko, by lepiej przyjrzeć się poruszającym się w górę i w dół smugom czerni i wszystkich kolorów Materii - i żywotna... dama?
Cloud rzucił mu udręczone spojrzenie człowieka steranego życiem, który nie ma już sił, by walczyć z losem, którego, jak wiadomo, i tak nie można uniknąć - tym razem przybierającego postać siły natury trzymającej w niewoli jego rękę, kręcąc nią jak wiatrakiem, tyle że ze sto razy szybciej.
- Yuffie. - Chwila ciszy. - No bo kogo innego miałem przyprowadzić?! - wybuchnął - To jedyna członkini AVALANCHE, która nie dusi mnie biustem jak Tifa, nie nawiedza po nocach jak Aeris, a Barret, podczas alternatywnej wersji randki w Gold Saucer, dobitnie podkreślił swoją dezaprobatę wobec jakichkolwiek kontaktów z jego adoptowaną córką, wykraczających poza obowiązki etatowego opiekuna do dzieci!
Terapeuta westchnął ciężko, kryjąc twarz w dłoniach. Z tymi dwoma czeka go jeszcze duuużo pracy.

GzS: Teraz alternatywne yaoi!
<narada yaoistek 2>
K: Rozważałyśmy kanon. RenoxCloud, LeonxCloud...
A: Ale postanowiłyśmy pójść w crack.
K: Drogeria.
A: Bo ta ręka, po incydencie z Cerberusem, była nie do końca tam, gdzie powinna być, by nie uaktywniać yaoistycznej logiki i luźnych ciągów skojarzeń.

- Do startu... - tłum falował w podnieceniu - ... gotowiii... - tłum zafalował i wziął głęboki oddech - ... HOP! - tłum ryknął i nie wiadomo skąd, na arenę zaczęło spadać różnokolorowe confetti.
Sephiroth zacisnął zęby. Co. Go. Podkusiło. Żeby wziąć w tym udział. Wielki błyszczący puchar i - nieoficjalnie - klucz do sypialni Clouda - nie były tego warte (wszak drzwi zawsze można wyważyć). Chcąc, nie chcąc, ruszył, ciągnąc za sobą wierzgającą kulę u nogi, zezując na parę przeciwników na torze obok.
Kupa mięśni, podobno obdarzona więcej niż jednym neuronem, obejmowała kibić, wyraźnie tym zażenowanego Clouda, druga ręka natomiast, żyła własnym życiem - i tylko ktoś bardzo naiwny, kto w dodatku nie widział tego zbereźnego uśmiechu, mógłby uwierzyć w czystość intencji jej właściciela - wędrowała po ciele Clouda wszędzie tam, gdzie bynajmniej nie powinna.
- Riiikuuu - jęknął Ciężar boleśnie i przeciągle - Gdzie jest moje seme, kiedy go potrzeba?
- Leczy kaca po wczorajszej libacji - odpowiedział bezlitośnie Sephiroth.
- Ałaaa. To miała być - chlipnięcie - praca zespołowa, wiesz? - spytał tonem obrażonego przedszkolaka Sora.
Ktoś z tłumu krzyknął rozdzierająco 'Cloud, pożyczę ci moją macicę!'. Sephiroth uznał rozważnie, że woli nie wiedzieć w jakim celu ów ktoś mógłby chcieć to zrobić.
Acz miał swoje podejrzenia.
Przystanął i zwrócił się do uwiązanego do jego kostki operatora Keyblade'a.
- Złap się mojej łydki, kurduplu - zerknął w stronę sąsiedniego toru i jego płynu ustrojowe, z mózgowo-rdzeniowym na czele, zawrzały, prowadząc do masowej koagulacji białek, a także podsmażenia mózgu. Sądząc po barwie twarzy Clouda, on również miał serdecznie dosyć bycia ostentacyjnie molestowanym w miejscu publicznym. Zwłaszcza, że stroną molestującą nie był Sephiroth.
Sora posłusznie - i cokolwiek konwulsyjnie - przywarł do goleni generała SOLDIER, którego zmysł taktycznie objawiał się zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Czyli takich jak ta. Poleciał.
- Walka staje się zażarta, para Sephora nadrabia straty - komentował zawzięcie Phil - Czy drugi uskrzydlony także wzbije się  w przestworza? - ale drugi uskrzydlony koncentrował się na odklejaniu niechcianych rąk od swoich pośladków.
Tłum stawał się cokolwiek ekstatyczny z każdym kolejnym machnięciem skrzydeł Sephirotha.
- Iii... Dolecieli! - tłum ryknął, w stronę zwycięskiej pary poleciał kilka sztuk damskiej bielizny, a stojący na drabinie Phil odrzucił różowy mikrofon-zabawkę i wysypał, prosto na głowę Sephirotha, wiadro confetti.
Usta byłego oficera SOLDIER utworzyły cienką, idealnie prostą linię. Widząc to biuściaste cheerleaderki w kusych tunikach zwątpiły i nie próbowały nawet nałożyć zwycięskiej parze wieńców laurowych, poprzestając na szybkim wręczeniu pucharu i umówionego klucza.
W tym czasie Sora dyskretnie odpiłował się od generała swoim wytrychem, zwanym również Najpotężniejszą Bronią  Świata i odpełzł na bezpieczną, z góry upatrzoną pozycję.
Gdy do mety doczłapał się Cloud, niezmordowanie próbujący oderwać przyssanego do siebie herosa, został powitany zbyt zadowolonym z siebie i zbereźnym uśmiechem, by w nieodległej przyszłości mogło to wróżyć cokolwiek dobrego. Tym bardziej, że Sephiroth obracał na palcu podejrzanie znajomy klucz.
- Do zobaczenia wieczorem - rzucił na odchodne pan generał, pozostawiając za sobą straumatyzowanego operatora Wytrycha, szczerze zaniepokojonego Clouda, kupki confetti znaczące tor ruchu zwycięzcy wyścigu oraz Herkulesa, usiłującego wydostać wepchnięty mu do tyłka puchar.
Nie pytajcie jak.

GzS: Bolesne. Ale panie, jak widzę, ciągle w dobrym zdrowiu, pełne sił witalnych i miejmy nadzieję, że z dalszymi pomysłami. Co najbardziej lubicie w swoim pairingu?
A: p0rn <kropka>
GzS: A... Coś poza tym?
A: <nawiedzonym głosem> BDSM <kropka>
K: Szaszłyki i angst. I głos seiyuu Sephirotha.

- Czemu się nie poddasz, marionetko?
Sephiroth przystanął na jednym z oddalonych bloków, spoglądając kpiąco na zakrwawionego Clouda, już z trudem unoszącego swój miecz. Lubił siać wątpliwość w sercu swojego przeciwnika, igrać z nim, manipulować, przypominając, że cokolwiek by się nie stało, nigdy nie wyrwie się spod jego władzy.
Był jego ciemnością. Ciemnością, która na zawsze pozbawi go światła.
- Nie jestem twoją marionetką!
Och tak, tutaj była ta nienawiść, dzięki której wspomnienie o nim na zawsze zostanie wyryte w jego pamięci i za każdym razem przywróci go do życia, choćby wszyscy Pradawni zjednoczyli się w staraniach, by zniszczyć jego istotę, topiąc ją w odmętach Lifestream'u.
Nienawiść, która przetrwa dziesięć tysięcy lat.
... a potem?
Wtedy będą mogli zabrać się za intensywne praktykowanie yaoi.

GzS:  A czego w nim nie znosicie?
A: O jeny. Jest tego dużo. Sepha, który kupuje na targu niewolników Clouda, kreowanego na Ayase z Okane ga Nai, zachowującego sie jak wyjątkowo rozhisteryzowana nastolatka na widok Sephirotha, zakochiwania się od pierwszego wejrzenia zupełnie bez sensu, z tuzina bezsensownych alternatyw z chorym z miłości Cloudem cofającym się w czasie do okresu pre-Nibelheim... Mogę wymieniać dalej xD
K: W skrócie: wyobraźni Amerykanek. Od siebie dodam tylko nieopatrzone nawet słowem pseudonaukowego, bełkotliwego komentarza mpregi.

[Z dedykacją dla fanek 'Okane ga Nai' - o mężczyznach płci odmiennej]
- ... a następnie zmiotę waszą żałosną cywilizację z powierzchni ziemi, a tę planetę zmienię w okręt, którym popłynę ku Ciemności Wszechświata, tak jak zrobiła to Matka przede wieloma wieka... -
Z beznamiętnym wyrazem twarzy Tifa podeszła do Sephirotha i bez zbędnych wstępów włożyła mu do rak wielkie kartonowe pudło.
- ... mi? - dokończył tak zwany Jednoskrzydły Anioł, wyraźnie zbity z tropu. - I co mam z tym zrobić?
Wieko kartonu uchyliło się, a w polu widzenia Sephirotha pojawiła się rozczochrana i z powodu braku chęci wszechwiedzącego narratora, by poszukać jakiegoś bardziej stosownego tłumaczenia, kolczasta głowa Clouda.
Tylko że było z nią coś baaardzo nie tak.
Brwi Sephirotha samorzutnie wystrzeliły w górę.
Mrugały na niego rozlane na pół twarzy, nie, nie niebieskie oczy, tylko niebieściutkie oczęta, zaszklone jak, nie przymierzając, ślepia jelonka złapanego w sidła i błyszczące odbijającym się od całej ich powierzchni światłem, które bynajmniej nie miało skąd dotrzeć do samego dna Northern Crater.
Umysł Sephirotha, by uniknąć trwałego uszkodzenia, na moment przełączył się w stan czuwania.
- ... Strife? - spytał tonem sugerującym, że wcale nie liczy, wręcz ma nadzieję nie otrzymać odpowiedzi twierdzącej. - ... jak długo trzymali cię w tym Mako?
Ku skrajnemu przerażeniu Sephirotha z pudła wystrzeliły ramiona, które natychmiast oplotły w śmiertelnym uścisku jego szyję, podczas gdy Cloud wypiszczał 'tylko mnie kochaj!'.
Nie wiadomo skąd wraz z lekkim podmuchem wiosennego wiatru zaczęły opadać na nich delikatne płatki kwiatów wiśni, a na dnie krateru rozkwitły pąki błyszczących się perlistą rosą róż.
Charakter Sephirotha, zawodzący nad wyrządzaną mu krzywdą, zastał bezlitośnie zdeptany Wielką Stopą Przeznaczenia, a jego serce wezbrało miłością i wybuchnęło żarem pożądania do tego wątłego, wiotkiego ciała zaskakującego kobiecą szerokością bioder i nieoczekiwanym brakiem piersi.
Sephiroth porwał ukochanego w ramiona i z wyznaniem wiecznej, dozgonnej miłości na ustach, odeszli w stronę spadającego Meteoru zachodzącego słońca.

GzS: Następne: co najdziwniejszego wyczyniał wasz pairing, jak sądzę dzięki nieograniczonej wyobraźni fandomu?
A: <zatapia się w myślach> Tyle tego było...
K: W tym wypadku się wycofuję, bo i tak dostaje opowiadania wyselekcjonowane przez Ahaanzel.
A: Ale jeśli już muszę się na coś zdecydować, to niech to będzie to:

- Kochaaanie! Wróciiiłeeem!
Cloud zamknął za sobą drzwi i odwiesił płaszcz na wieszak. Z kuchni wyłonił się podekscytowany Sephiroth i podbiegł truchtem do Clouda, by pocałować go w policzek i powitać po ciężkim dniu pracy. Różowy fartuszek z falbankami i podwyższonym stanem, który miał na sobie, był poplamiony w kilku miejscach lukrem.
- Jak minął dzień, kochanie? - spytał ciepło Cloud.
- Kadajek dzisiaj dużo kopał. Nie mógł się doczekać powrotu tatusia - odparł ckliwym głosem, delikatnie kładąc dłoń na brzuchu, którego wielkość świadczyła o zaawansowanej ciąży.

K: Nie! Ahaanz, oddychaj! Ja nie chcę robic RKO!
GzS: Wezwać pomoc?
A: Nie, dzięki. Przeżyję. <drgawki>
GzS: Ku radości autorki tego meme (która i tak tego nie przeczyta, bo a) to było meme rysunkowe, b) to jest po polsku) opiszcie jakąś sytuację KakashixIruka.
A: <wycofuje się> Nie mój fandom, sorry.
K: W dawnych czasach niby było mój, chociaż tak naprawdę wolałam opcję mpregów spowodowanych stroną yin Kyuubiego... Whatever.

Pośród pola złotej pszenicy, która tego roku wyrosła tak wysoko pod niebo, że skrywała w swym cieniu nawet najwyższych mężczyzn - pośród takiego pola pszenicy stał samotnie strach na wróble. Jego egzystencję trafnie opisywało słowo 'pustelnicza'; długie dni jego życia wypełniały jedynie strategie podbijania obleganych twierdz.
Lecz oto.
Przez pole przedzierał się samotnie delfin, by zjednoczyć się z ukochanym.
I pocałowali się.
Koniec.

Gzs: (choć to trudne do wyrażenia, będąc jedynie głosem) o.O
A: No co? To jest dowód na to, że posiadłyśmy sztukę tworzenia na odwal-się.
GzS: Może przejdziemy do ostatniego pytania. Jak zareagowałybyście na widok waszych bishów na żywo?
A: <siedzi w pozycji kwiatu lotosu> Musimy się zrelaksować, wyciszyć, zjednoczyć z tao. Wyobraź sobie, że pstrykam palcami i obaj pojawiają się w moim pokoju. Jaka jest twoja reakcja?
K: PFFF! <parska śmiechem i opluwa wszystko w promieniu metra>
A: Bolesne xD
K: No bo jak mam zareagować? Jakiś wielki facet z mieczem na pół pokoju w skórzanym płaszczu do ziemi (nawiasem mówiąc, to musi być cholernie ciężkie), z gołą klatą *pstryk* jest w twoim pokoju. I jeszcze drugi w czarnym golfiku, którego włosy zaprzeczają prawom grawitacji, z wielkim mieczem na plecach, do którego instrukcja ma pewnie ze 20 stron.

Cloud poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku, jakby ktoś od dłuższego czasu ukradkowo, owszem, acz bezczelnie na niego zyrkał.
Siedział sobie w kawiarni, pewnego przyjemnego letniego popołudnia, z Sephirothem - co prawda nie miał pojęcia jakim cudem obaj się tam znaleźli, ani dlaczego jeszcze nie chwycili za miecze, ale w przyczyny niektórych zdarzeń, dla własnego zdrowia psychicznego, lepiej nie wnikać. Kątem oka zauważył, że od tła oderwała się plama czerni, która teraz miarowym krokiem zbliżała się w jego kierunku. Chwilę później długi palec, zakończony pomalowanym na czarno paznokciem dźgnął go w policzek.
- Ty patrz, to żyje - zabrzmiał tuż przy jego lewym uchu głos pełen rozbawionego zadziwienia.
Tymczasem do Sephirotha podpełzło blondwłose dziecięcie z fryzurą wyraźnie inspirowaną Misą-Misą z Death Note'a. Uczepiwszy się jego nogawki, zaczęło ją zawzięcie targać.
- Plosiem paaanaaa! - zaczęło zdeterminowane by zwrócić na siebie uwagę byłego oficera SOLDIER. - Kompenśiaćja ći leplezieńtaćja?
Latte Macchiato - 10 zł
sernik - 7 zł
sterroryzowanie pracowników kawiarni, celem uzyskania ich współpracy - kilka złamanych krzeseł
reakcja Sephirotha na usłyszane pytanie  - BEZCENNA

GzS: Koniec! Pożywcie się kimś! (i idźcie już sobie...)
K: Piernikowy luuudzik!
A: Zawsze czułam się niekomfortowo, gdy przychodziło do odgryzania czekoladowemu mikołajowi głowy...

Comments

( 2 comments — Leave a comment )
fire_by_fire
Apr. 18th, 2011 12:23 pm (UTC)
Podobało mi się xD Szczególnie chmurko-szaszłyk. Uwielbiam Sephirotha i Clouda, cóż mogę na to poradzić? ;)
fire_by_fire
Apr. 18th, 2011 12:27 pm (UTC)
Zapomniałabym... Ja najprawdopodobniej na widok Sephirotha z Cloudem w moim pokoju zemdlałabym albo pytała, czy to program "Mamy cię" - jeśli jakimś cudem serce by mi nie stanęło, obezwładniłabym i schowała w klatce, tak do podziwiania xD
A ostatnie pytanie bezcenne ^.^ Cóż, Sephiroth nie miał chyba takiego ujęcia, aby można było odpowiedzieć na to pytanie - za to Angeal miał ;)
( 2 comments — Leave a comment )

Latest Month

July 2011
S M T W T F S
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Page Summary

Powered by LiveJournal.com
Designed by Teresa Jones